Skip navigation

Monthly Archives: Sierpień 2011

Czemu tak wolno! No błagam! Szybciej! Co za upierdliwy czas! Jak można tak wolno płynąć?!

Wrrr…

Jadę do Polańczyk, znów. Po poprzedniej wizycie w Polańczyku zaczęłam pisać, ale nie wyszło mi. Napisze wszystko co pamiętam później. Tzn. Kiedyś. A teraz siedzę i słucham jak mój kot dziwnie oddycha.

Rodzice kupili dom, ale fajnie. Nie, nie fajnie. A może jednak fajnie? A skąd ja mam kurde wiedzieć?! Z jednej strony super, z drugiej nie. Wnerwia mnie opcja dojeżdżania do szkoły. Super, bo autobus, ale lipa, bo wiecznie ta sama droga.

Plemnik mnie wkur_ia, ale to nic nowego.

Michał jak zwykle jest poje_any, ale to też nic nowego.

Natalka standardowo robi samych jeba_ych kłopotów rodzicom.

Wrrrr… Nie żebym ja była święta. Pozytywne nastawienie się skończyło wraz z uwolnieniem debilizmu mojego rodzeństwa.

Nie wiem jak można tak nienawidzić swojej rodziny jak ja nienawidzę swojej. Eh. I to na prawdę.

Trafi mnie tu coś !!! :-/

Mo!!! Tak ty! Wpis przepełniony emocjami?! Czy jakoś tak?!

coś ty,  w życiu. Tylko się wnerwiłam. Nie moja wina, że takie rzeczy przyszły mi akurat do głowy.

Dobra, w każdym bądź razie. Sierpień jest dziwnym miesiącem. Taki początek sierpnia zwiastuje, że…

ŻE NIE WIEM CO

I w tym problem. Jakbym wiedziała, to bym od tego nie zaczynała. A zmierzam do tego, że mój tato i brat wracają to tego pizdu-łka w jakim nadal! mieszkamy, a siostra jest w ciąż chora.

Kiedy będę znów?

A SKĄD JA MAM KU*WA WIEDZIEĆ

Ostatnio strasznie przeklinam i jakoś na powrót nie zatrzymuje swoich myśli w głowie. W sumie to po co je zatrzymywać?

Kablówki nie mam. Konto mi zablokowali. Zabiorą mi laptopa lub dadzą siostrze. Kot gryzie mi znów! palec u stopy, o poszedł, w sumie to poszła. Nadal mieszkam w tym dwupokojowym mieszkaniu z szóstką ludzi i dwoma kotami! Victorie mogę pisać na komputerze, bez internetu (-.-). A rok szkolny za niedługo, wakacje się rozkręcają pod koniec. Lipa!

Świat nie jest piękny, ale co to ma do całej reszty? Nie wiem.

Będę szukać kolejnych piosenek wzbudzających we mnie dziwne uczucia.

The Wanted – Glad You Came.

Nie mam pojęcia dlaczego, jakoś niby nie mój styl, ale właśnie leciała  piosenka w radio i tak aż mnie coś przytkało. To jakby zaparcie… ale muzyczne… czyli bez żadnych takich… ten. Zaparcie muzyczne i tyle. Nie wiem o co mi chodzi.

Good Charlotte, M. Shadows, Synyster Gates – The River

Wow, to jest epicka piosenka.  Synyster jak zwykle piękna solówka, Good Charlotte jak zwykle niesamowita piosenka, a Shadows… jego  zwrotka najbardziej mi się podoba ( i to wcale nie przez to, że Shadows jest taki… ten no^^. Hah)

Eminem – Lose Yourself

To zawsze ma coś w sobie, nawet nie mogę stwierdzić czy coś wyjątkowo mi się podoba.

Ha–ha–ha-ha!

Narka Wapniaki! xD

Nie promuje tutaj zespołu, nie pisze jaki jest cudowny i takie tam. Pisze o tej jednej piosence…

Mam ochotę w coś walnąć.

Dlaczego?

Zapytaj wujka Google o co chodzi z „September’s Children”, przestudiuj i.. jeśli ty też nie możesz opisać swoich uczuć, masz ochotę coś rozwalić…

„Kocham Cie”

 

Teraz tylko się zastanawiam co z tymi ludźmi, którzy się przyczynili do śmierci tych dzieciaków? Ciekawe jak im się żyje? Może ktoś ich zabił, żeby pomścić swojego znajomego? Może nadal twierdzą, że to było dla zabawy i próbują sobie wmówić, że to nie ich wina?

Z drugiej strony dlaczego oni popełnili samobójstwo (no w większości przypadków), przecież można się nie przejmować i żyć dalej. Można.

Ale odpowiedzią jest ich psychika. Tych pierwszych jak i tych drugich. Słaby, silny. Miły i cichy, głośny i dupek.

Co za różnica, skoro i tak jedno z dwóch nie żyje!

Nie wiem czemu akurat na to się wnerwiłam. Aborcja jakoś mnie nie rusza, ale to bardzo.

Yhhh!

Muszę odreagować, bo teraz do głowy napływają mi różne pogrzeby: ojciec wychowawczyni z gimnazjum, ojciec Tomka (kolegi z klasy, też z gimnazjum) dziadzio, Mateusz (znajomy, miał tylko 18 lat, był bardzo fajnym człowiekiem), Michael Jackson, nawet Papież…

Ich rodziny płakały… wyły! A ja zwracałam uwagę na detale. Owszem, szlochałam, ale tylko w przypadku dziadzia, który i tak nie do końca był moim dziadziem, ale jak się kogoś nazywa swoim dziadziem to oczywiste, że będzie się płakać na jego pogrzebie.

Ale detale, wiatr, słońce, deszcz, wiatr, zimno zaraz znów ciepło, aż gorąco, wycie psa, śmiech znajomych rodziny za kościołem. Nie ważne, takie bzdety.

I płacz… płacz prababci, płacz mamy Tomka, płacz babci, płacz mamy Mateusza, płacz wychowawczyni…

Aż miało się ochotę podejść i ich uściskać, tylko to by nie pomogło, ale byłoby miłym gestem… Gdyby tylko była jeszcze ta odwaga, żeby to zrobić…

Eh. A ja na każdym pogrzebie byłam na końcu, nie patrzyłam na trumnę, aż jej nie zwieszali do dołu w ziemi, wtedy czułam ulgę, ale co jeśli jednak nie odeszli tak całkiem? Co jeśli coś ich tutaj zatrzymuje? Pamiętam, że jak dziadzio umarł tato pił dzień w dzień. Stawał przed lustrem i gapił się w swoje oczy, nic nie dostrzegał, gapił się tak przez dłuższy czas. Raz wyszłam z szafy (bo w niej był komputer) i zobaczyłam twarz dziadzia w obiciu taty. To było całkiem dziwne. Po pogrzebie słyszałam jak rodzice rozmawiają. Tato mówił, że przez cały czas czuł, że coś nim telepie. Nawet płakał, gdyby stał z przodu z mamą to by nie płakał, ale stał z babcią i tam wszystkimi, płakał. Mama mnie pilnowała, żeby się ogarnęła i nie dostawała spazmy. Ale ja i tak nocami wyłam, nie spałam, wyłam. Całe dwa tygodnie od 20 listopada wyłam noc w noc, wiedziałam, że umrze. Byłam tego świadoma, więc postanowiłam się wypłakać, żeby być twardą przy rodzinie, ale nie dałam rady. Dziadzio umarł około trzeciej nad ranem w dzień po urodzinach najmłodszego brata. Walczył, żeby przeżyć urodziny najmłodszego wnuka. Dziadzio trzymał wszystkich w pionie, teraz wszystko jest nie tak jak powinno. Trudno, żyjmy dalej…

Jeszcze raz…

Tato mówił, że przez cały pogrzeb nim telepało. Nie dziwie mu się. Dziadzio chciał skończyć budować dom na działce, co prawda dał go w spadku młodszemu bratu taty, ale to tato był jego pasierbem, najstarszym synem, którego nauczył wszystkiego. I tak, tato się zajmuje działką, ale gdy wtrąci się ktoś z rodziny ze złym pomysłem na zrobienie czegoś pogoda się momentalnie zmienia. A ja wtedy się uśmiecham. Ja się wtedy ku*wa uśmiecham! I oczy mi zachodzą łzami..

Ale kto by to widział poza mną?

Nikt, bo wszyscy wierzą w Boga. Nie w to co jest bardziej realne, a w Boga. Jak wolą, mam nadzieję, że po śmierci zobaczą jak się mylili.

Dobra koniec wypocin na dziś. Pisałam na żywca, więc przepraszam za cokolwiek (i tak mi nie jest przykro)….

Trzymajcie się 😉